Zakaz handlu w niedzielę. Dobre i złe strony nowej ustawy

Autor: Marta Sanocka
2017-10-15

Zakaz handlu w niedzielę. Dobre i złe strony nowej ustawy

Kwestia wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę jest przedmiotem publicznych dyskusji już od dłuższego czasu. Ma wielu zwolenników i wielu przeciwników. Wzbudza skrajne emocje i u jednych i u drugich. Kilka dni temu sejmowa podkomisja ds. rynku pracy przyjęła projekt dotyczący ograniczenia handlu w niedzielę. Zakłada on, że od 1 stycznia 2018 roku sklepy będą mogły prowadzić sprzedaż jedynie w drugą i czwartą niedzielę miesiąca. We wszystkie pozostałe, oprócz tych, w których za ladą stanie właściciel oraz mieszczących się na lotniskach i dworcach, mają być zamknięte. Ustawa w takim kształcie ma jednak wiele nieścisłości dotyczących głównie kwestii wyłączeń spod zakazu.

Zwolennicy i przeciwnicy zakazu handlu w niedzielę przerzucają się argumentami za wprowadzeniem nowej regulacji i przeciw niej. Najważniejsze z nich to:

Umożliwienie pracownikom wypoczynku i spędzenie czasu z rodziną

Według statystyk znaczną większość pracowników handlu stanowią kobiety i to głównie ich warunki pracy ma poprawić nowa ustawa. Poza tym badania wykazały, że zdecydowana większość osób pracujących w niedzielę ma problemy z pogodzeniem życia rodzinnego i pracy. Jest to źródłem nie tylko przewlekłego zmęczenia, ale także złego samopoczucia psychicznego spowodowanego dodatkowym stresem. Co prawda pracownicy za pracę w niedzielę zazwyczaj otrzymują dzień wolny w inny dzień, ale jak zwracają uwagę zwolennicy zamknięcia sklepów w niedzielę, omijają ich wydarzenia kulturalne i rozrywkowe, które organizowane są głównie w weekendy.

Obywatele mają prawo sami decydować o sposobie spędzania wolnego czasu

Zwolennicy zakazu handlu w niedziele podkreślają, że niedziela nie jest dniem na robienie zakupów. Ten dzień rodziny powinny spędzać razem, korzystając z terenów rekreacyjnych miast, lokali gastronomicznych, czy zwyczajnie spacerować, a nie oblegać centra handlowe. Przeciwnicy ustawy podkreślają jednak, że każdy ma prawo spędzać czas wolny tak, jak chce. Jeśli ktoś uważa, że niedziela nie jest odpowiednim dniem na sklepowy maraton, to po prostu nie idzie na zakupy tego dnia. Każdy ma prawo do własnego wyboru, a Państwo nie powinno go za nas dokonywać.

Ta zmiana może być kosztowna, ale nie musi

Zwolennicy wprowadzenia handlu w niedziele uważają, że nowa regulacja nie będzie miała większych skutków ekonomicznych. Podkreślają, że wielkość sprzedaży ostatecznie się skompensuje. Jeśli w niedzielę sklepy będą zamknięte, to na to miejsce wzrośnie sprzedaż w inne dni tygodnia. Badania przeprowadzone na zlecenie sklepów wielkopowierzchniowych wskazują jednak na spadek obrotów o ponad 4,5 mld złotych i tym samym spadek zatrudnienia o około 20 tys. osób. Zwrócić przy tym należy uwagę również na fakt, że zmaleją także wpływy do budżetu państwa z tytułu podatków. Jak będzie naprawdę?

Jak to wygląda w innych krajach?

Najbardziej rygorystyczne zakazy handlu w niedzielę obowiązują w Niemczech i Austrii. Tam w niedzielę i święta zamknięte są wszystkie sklepy z wyjątkiem stacji benzynowych, sklepików na dworcach, lotniskach i położonych w pobliżu atrakcji turystycznych. Zakaz handlu w niedzielę obowiązuje także w Norwegii i Szwajcarii, choć na nieco mniej rygorystycznych zasadach. Znacznie łagodniejsze ograniczenia handlu w siódmym dniu tygodnia obowiązują także w: Grecji, Francji, Belgii Luksemburgu, Holandii, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. W 2015 roku zakaz handlu w niedzielę został wprowadzony także na Węgrzech. Czynne mogły być tylko stacje benzynowe. Po roku zakaz ten jednak zlikwidowano, bo większość obywateli była z niego niezadowolona.