Z historii podkarpackiej gospodarki... Potaszarnia w Bukowcu

Autor: Marta Sanocka
2016-05-17

Z historii podkarpackiej gospodarki… Potaszarnia w Bukowcu

 

Przy granicy polsko-ukraińskiej, w dolinie górnego Sanu leżą dziś dzikie i wyludnione tereny objęte opieką Bieszczadzkiego Parku Narodowego, które kiedyś były nie tylko zamieszkałe, ale także uprzemysłowione. Dziś trudno doszukać się śladów dawnych wsi, pośród dzikiej przyrody, która odebrała sobie to, co kiedyś wyrwał jej człowiek.

Bukowiec to jedna z miejscowości, których mieszkańcy zostali wysiedleni. Dokładnie 2 czerwca 1946 roku, ponad 500 osób żyjących w około 120 domach wysiedlono w rejon Stanisławowa i Tarnopola, a zabudowania wsi doszczętnie spalono. W latach 80. XX wieku dodatkowo przeprowadzono rekultywację terenu dawnej wsi za pomocą materiałów wybuchowych… Dziś trudno doszukać się tu jakichkolwiek śladów życia i przemysłu, który tu kiedyś istniał. O tym, że była to kiedyś tętniąca życiem miejscowość świadczy dziś jedynie miejsce po cerkwi, a właściwie zachowane trzy krzyże stanowiące niegdyś jej zwieńczenie, pozostałości cmentarza oraz wielka żeliwna kadź, w której wytwarzano potaż.

Istniejąca tu kiedyś duża potaszarnia tak jak i inne zakłady przetwórstwa drewna sprawiły, że Bukowiec przez lata doskonale się rozwijał. Potaż, czyli węglan potasu to surowiec, którego używano do produkcji szkła, mydła oraz środków piorących. Aby go uzyskać trzeba było popiół powstały po spaleniu znacznych ilości drewna poddać płukaniu wodą czyli tzw. ługowaniu. W ten sposób powstawała półpłynna maź, którą następnie odparowywano w kadziach takich jak ta, wykopana przez pracowników BPN w Bukowcu, która znajduje się na początki szlaku wiodącego do źródeł Sanu. Po odparowaniu papki, suchy potaż był pożądanym produktem za, który uzyskiwano niezłe ceny. Produkcja tego cennego dla przemysłu surowca pochłaniała ogromne ilości drewna co wiązało się z rabunkową wycinką lasów otaczających potaszarnie. Potaż w Bukowcu wytwarzano już w pierwszej połowie XIX wieku, do początku XX stulecia. Nie był to jednak jedyny zakład w tej miejscowości, który przetwarzał drewno.

Na początku XX wieku istniały tu dwa tartaki wodne, które przecierały drewno jodowe i świerkowe pochodzące z okolicznych lasów. Istniała tu także beczkarnia firmy Rubinstein & Frommem, która w czasie swojej największej świetności zatrudniała około 500 osób. Aby usprawnić dowóz drewna do produkcji zbudowano kolejkę wąskotorową wiodącą w miejsca drzewostanów przeznaczonych do wyrębu. Zakład dysponował 4 lokomobilami, które służyły nie tylko do wywózki drewna z lasu, ale także do transportu gotowych wyrobów do pobliskiej stacji kolei normalnotorowej łączącej Sambor z Użhorodem. Przy beczkarni działała także piekarnia i browar, które zaopatrywały głównie robotników.

Rozwój przemysłu drzewnego sprawił, że biedne górskie wsie zaczęły się przekształcać. Zaczęły powstawać osady robotnicze. Początkowo pomiędzy robotnikami, a chłopami istniała bariera kulturowa. Widać to było również w wykonywanej pracy. Bojkowie przyzwyczajeni od kontaktu z przyrodą chętnie pracowali w lesie. Monotonia roboty w zamkniętym hałaśliwym tartaku była dla nich jednak nie do zniesienia. Przy osadach robotniczych szybko zaczęły powstawać szkoły i kościoły lub kaplice.

Śmiało można powiedzieć, że 100 lat temu Bukowiec tętnił życiem i był miejscowością uprzemysłowioną.  Co więcej na podkreślenie zasługuje fakt, iż świadomie zrezygnowano z samej wycinki drewna i wywózki całych pni do przeróbki poza Bieszczady. Zadbano o to, aby drewno przetwarzać na miejscu co stało się siłą napędową dla rozwoju tutejszych miejscowości.