Wypał węgla drzewnego, czyli o tym jak bieszczadzka legenda odchodzi w zapomnienie

Autor: Marta Sanocka
2016-04-07

Wypał węgla drzewnego, czyli o tym jak bieszczadzka legenda odchodzi w zapomnienie

Dymiące retorty to widok charakterystyczny dla Bieszczadów, niestety już coraz rzadszy… Wypał węgla drzewnego ma tu jednak bardzo długą tradycję, głównie ze względu na doskonałą bazę surowcową jaką stanowią duże zasoby drewna bukowego. O tym jak dużą rolę odgrywała produkcja węgla drzewnego w regionie Bieszczadów świadczą nazwy miejscowości takie jak m.in.: Smolnik, Potasznia, Mielerzysko czy Majdan k. CIsnej. Niektóre źródła historyczne podają, że węgiel drzewny pochodzący z Bieszczadów, po 1453 roku wędrował aż do Damaszku, gdzie wykorzystywany był do wytopu stali słynnej w całym ówczesnym świecie. Doskonale obrazuje to o skalę ówczesnej produkcji.

To wytop żelaza w dymarkach, ogrzewanych węglem drzewnym spowodował intensywny rozwój jego produkcji w czasach nowożytnych. Praca przy jego wytwarzaniu od zawsze była bardzo trudna. Wymagała dużego wysiłku fizycznego oraz doświadczenia. Węgiel drzewny pozyskiwany jest, z drzew liściastych: buka, graba, dębu, olchy czy brzozy. Najbardziej wartościowy produkt daje jednak drewno bukowe i grabowe suszone na wolnym powietrzu, którego wilgotność nie przekracza 30%. Aby uzyskać węgiel drzewny, drewno musi się spalać przy ograniczonym, kontrolowanym dostępie tlenu. Zasada od zawsze ta sama, jednak metoda zmieniała się przez lata.

Początkowo wypał węgla odbywał się w tzw. mielerzach. Ich przygotowanie wymagało dużo pracy i sporego doświadczenia, jednak można było je stawiać bezpośrednio na zrębie, dzięki czemu nie było konieczności transportu drewna. Budowę mielerza zaczynano od wykopania dołu o głębokości do 0,5 metra i promieniu od 4 do 6 metrów w zależności od ilości drewna przeznaczonej do wypału. Ważny był wybór miejsca, w którym powstawał mielerz. Należało zwrócić uwagę na podłoże. Ziemia pod mielerzem powinna być wapienna z domieszką piasku, tak aby jak najlepiej przepuszczała nadmiar wilgoci. Kiedy powstał już dół po jego obwodzie ustawiano drągi, które miały zabezpieczyć stos przed obsuwaniem drewna i okrycia. Wewnątrz układano drewno tak aby pryzma przyjęła kształt stożka. Następnie całość okrywano darnią od góry, mchem, liśćmi i paprociami u dołu, uszczelniano gliną i okładano sianem lub słomą. Następnie stos podpalano. Podczas jego wypału powstawały zapadliska, które trzeba było uszczelniać (opatrywać), aby zapobiec nadmiernemu upływowi pary. Kiedy proces wypalania ustał, mielerz pozostawiano na co najmniej dobę, do ostygnięcia. Kiedy był już zimny można było przystąpić do wydobywania powstałego węgla. Cały proces odbywał się bez żadnych przyrządów pomiarowych, oparty był jedynie na wyczuciu i doświadczeniu węglarza. Zdarzało się, że powstawały straty z powodu spopielenia drewna albo nie całe drewno się wypaliło, to jednak można było wykorzystać ponownie.

Około połowy lat 70. XX wieku mielerze ustąpiły miejsca metalowym retortom. Wypalanie węgla za ich pomocą stało nie tylko nieco łatwiejsze, ale przede wszystkim pozwalało na pozyskiwanie węgla mniej zanieczyszczonego siarką i innymi niepożądanymi substancjami. Wypał węgla w retortach, czyli metalowych pierścieniach z grubej blachy o wysokości około 3 metrów z metolową pokrywą, przebiega na podobnych zasadach co w mielerzach z tym, że przygotowanie wypału i wybranie węgla jest znacznie łatwiejsze. Załadunek retorty odbywa się przez specjalne metalowe drzwi. Kiedy jest już pełna, węglarz zapala ją przez otwór paleniskowy, kiedy ogień już dobrze buzuje zamyka szczelnie pokrywę. Temperatura wewnątrz dochodzi do 800ºC. Kiedy dym wydobywający się z retorty ziemni się z białego na niebieski, to znak że proces zwęglania został zakończony. Wówczas węglarz musi zalać retortę około 100 litrami wody i uszczelnić jej pokrywę gliną, aby para nie mogła się wydostać. Następnie retorta pozostawiana jest na około dobę do ostygnięcia. Kiedy jest zimna, można przystąpić do wydobywania węgla. Z około 12 metrów przestrzennych drewna mieszczących się w jednej retorcie powstaje około 50% węgla.

Praca przy wypale węgla, mimo że nieco lżejsza niż kiedyś nadal nie należy do łatwych. Wciąż wymaga ogromnego wysiłku fizycznego, ciągłego przebywania w szkodliwym dymie i samotności. Firmy produkujące węgiel tworzą bowiem swoje bazy wypałowe w miejscach odludnych ze względu na uciążliwy dla mieszkańców dym. Węglarz musi zatem spędzić w takim odosobnieniu kilka miesięcy w roku. Większości węglarzy odpowiada jednak takie życie. Wielu z nich przyjechało w Bieszczady, aby uciec przed światem, odnaleźć spokój i samotności, wielu z nich ma za sobą skomplikowaną przeszłość.

Nieliczne działające do dziś bazy wypałowe ożywają  wiosną kiedy rozpoczyna się sezon gilowy. Z roku na rok zapotrzebowanie na bieszczadzki węgiel jest jednak mniejsze. Powodem tego jest sprowadzanie gorszego jakościowo, ale tańszego, węgla z Ukrainy, czy Chin. Liczba dymiących retort w Bieszczadach zatem z roku na rok spada, a w niedalekiej przyszłości możemy spodziewać się ich całkowitego zniknięcia z tutejszego krajobrazu. Jeszcze przed kilkunastoma laty było tu ponad 50 baz wypałowych z 600 czynnymi retortami. Obecnie działa mniej niż 10 baz z 40 retortami… Na szczęście powstała inicjatywa utworzenia Plenerowego Muzeum Wypału Węgla Drzewnego w Mucznem, aby zachować pamięć o istniejącej tu przez dziesięciolecia produkcji węgla drzewnego, jej specyfice i tajnikach.  

 

Zdjęcia źródło: www.fotopolska.eu, www.wfdif.pl